Nie miała bazy na Florydzie czy w Monako, tylko w Bielsku-Białej. Nie prowadził jej trenerski sztukmistrz z nazwiskiem, tylko spokojny Czech, który zna się na robocie. Nie miała na etacie Macieja Ryszczuka, jednak w decydującym momencie 'pożyczyła' go od Igi Świątek. Ale Maja Chwalińska doszła do finału Rolanda Garrosa z jeszcze jednego powodu. Chodzi o miłość. Korespondencja z Paryża wysłannika Sport.pl, Łukasza Jachimiaka.

- Może zrobić jeszcze więcej, a dlaczego nie? Co może ją powstrzymać? - pyta Alex Corretja. - Przed trzecią rundą pierwszy raz usłyszałam, kim jest Maja Chwalińska. Teraz już…

- Maja inspiruje, bo jest niesamowita w profesjonalizmie, w swojej miłości do tenisa. Człowiek czuje, że to, co robi, ma sens - mówi szef jej klubu BKT Advantage w Bielsku-Białej,…