Maja Chwalińska jest w finale Rolanda Garrosa, a Jaroslav Machovsky chce wisienki na pizzy. Polka pracuje z czeskim trenerem od 2020 roku, a my, rozmawiając z nim, słyszymy przeprosiny. Naprawdę szczere. Słyszymy też bardzo złe wiadomości. Ale spokojnie, one są dla rywalek Mai. Korespondencja z Paryża wysłannika Sport.pl, Łukasza Jachimiaka.

Najpierw miał przyjść około godziny 20:30. Ale nie przyszedł. Później, gdy była godzina 21:20 i wyszliśmy z konferencji Mai Chwalińskiej, miał już na nas czekać. Ale znów to my czekaliśmy na niego. Trener Jaroslav Machovsky tak bardzo spóźniał się na obiecane spotkanie z polskimi dziennikarzami, że doczekało się go tylko troje z nas. Po półfinale Rolanda Garrosa, w którym Chwalińska wygrała z Dianą Sznajder 7:6, 6:4 w kameralnym gronie porozmawialiśmy z Czechem, który wydaje się idealnie pasować do nowej rewelacji polskiego tenisa.