Maja Chwalińska, choć zaczynała od kwalifikacji, osiągnęła swój największy sukces w karierze, awansując do finału Roland Garros. - Można się zakochać w jej tenisie - to nie jest archaiczny styl, to czysta przyjemność, której nie da się deprecjonować - mówi Sport.pl komentator Canal+ Sport Żelisław Żyżyński. I tłumaczy, co będzie kluczowe w finale z Mirrą Andriejewą.
To nie sen: Maja Chwalińska jest w finale Roland Garros! Polska tenisistka pokonała w czwartek w półfinale turnieju w Paryżu Rosjankę Dianę Sznajder 7:6, 6:4. W sobotę w meczu o tytuł zmierzy się z inną tenisistką z Rosji, Mirrą Andriejewą. Rozmawiamy z Żelisławem Żyżyńskim, komentatorem tenisa w Canal+ Sport.
Dominik Senkowski: Jak patrzysz na występ Mai Chwalińskiej z Dianą Sznajder?
Żelisław Żyżyński: Szczerze mówiąc, miałem dobre przeczucia nie tylko przed tym meczem, ale i przed pierwszą rundą z Qinwen Zheng. Chinka jest nierówna, mocno uderza, ale czułem, że Maja ma swoje argumenty. Nie wyjdzie na kort i nie położy się, a będzie walczyć. Po tym, co zobaczyłem w tamtym starciu z Zheng, wiedziałem, że może być ciekawie, ale też miałem pewne obawy, czy rywalki nie rozczytają taktyki Mai. Mogły znaleźć odpowiedź na m.in. te agresywne topspiny do ich bekhendowego narożnika, będą przygotowane na skróty. Obawiałem się, że te sztaby trenerskie kolejnych rywalek rozpracują Polkę. Natomiast Sascha Bajin, były trener m.in. Naomi Osaki, mam wrażenie, że w tym czwartkowym meczu nie odrobił do końca tej lekcji, jeśli weźmiemy pod uwagę grę jej rywalki, Diany Sznajder.









