Każdy z nas mniej więcej pamięta ze szkoły, co się w "Odysei" działo. Ale czy czytając i omawiając ten utwór na lekcjach, przeżywaliśmy go razem z bohaterami? Teraz podczas seansu poczułam w "Odysei" żywe i intensywne emocje, które mnie ze sobą poniosły. My naprawdę wyruszamy z Odyseuszem w tę trudną podróż. Bezwiednie razem z Telemachem i Penelopą czekamy na jakiekolwiek wieści o tym, czy żyje i szybko rozumiemy, dlaczego wbrew zdrowemu rozsądkowi wierzą przez długie lata w to, że Odyseusz do nich wróci.
Dlaczego "Odyseja" działa jako film?
Jak bardzo by to pretensjonalnie nie zabrzmiało, jako widzka dzięki temu filmowi poczułam, że dotykam żywego mitu. Mam wrażenie, że właśnie tak, jak pokazuje to teraz Nolan, ludzie trzy tysiące lat temu mogli sobie wyobrażać przygody Odyseusza. Jest tam magia i aura niesamowitości, która działa tu w bardzo zaskakujący sposób. Bo jednocześnie to, co widać na ekranie, jest bardzo namacalne.
Niemal dostałam z żołnierzami choroby morskiej podczas sztormu, miałam chwilami poczucie, że prawie czuję swąd palonej Troi, palące słońce na skórze i smród niemytych ciał. Na pewno w tej immersji pomogło oczywiście to, że oglądałam wszystko na dużym IMAX-owym ekranie, ale cała narracja jest skonstruowana tak, że pochłania i pozwala się widzowi w niej zanurzyć.










