Przyznam, że nie byłam pewna, czy da się sprawić, by liczący prawie trzy tysiące lat tekst - jak bardzo fundacyjny dla europejskiej kultury by nie był - stał się wciągający dla współczesnego widza. Nawet jeśli bierze się za niego reżyser tak zdolny i wszechstronny jak Christopher Nolan. A jednak. Filmowiec wychodzi daleko poza szkolną czy akademicką analizę tego tekstu. Przeniósł historię Odyseusza na ekran w taki sposób, że pierwszy raz w życiu nie patrzyłam na nią przez sztywny pryzmat dziedzictwa czy kanonu kultury.

Jest epicka, jak jej literacki pierwowzór. Monumentalna i porywająca, warta gorącej dyskusji. Prawdziwej, a nie internetowego szumu.

Odys wcale nie spieszył się do Penelopy, towarzysze musieli mu przypominać, że trzeba wracać...