Pod siedzibą UB na Kochanowskiego padły strzały. Obok mnie zginął człowiek, który dostał kulą w gardło. Drugi człowiek oberwał w kolano, stracił nogę. Ja zostałem ranny powyżej kolana, na szczęście niegroźnie. Nie poszedłem do szpitala, bo by mnie aresztowali - wspomina po latach Andrzej Mazurowicz, jeden z uczestników Poznańskiego Czerwca 1956.

Andrzej Mazurowicz w sierpniu skończy 90 lat. Mimo rekordowych upałów na obchody 70. rocznicy Poznańskiego Czerwca przyjechał z Bydgoszczy. Przeprowadził się tam pół roku po wypadkach poznańskich. Wojskowy klub Zawisza dał mu większą szansę sportową niż poznański Tryton. Uprawiał bowiem wioślarstwo, później został trenerem. Pewnie dlatego jest dziś w dobrej kondycji.

Gdy wybuchł Poznański Czerwiec 1956 miał 20 lat. Pracował w ówczesnej fabryce wodomierzy (Powogaz), ale to nie oznacza, że praca była lżejsza niż w Cegielskim czy ZNTK, gdzie tamtego dnia wszystko się zaczęło.

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich.

Materiał promocyjny