10-latek widział, jak mężczyzna w czapce z orzełkiem zabił jego mamę, tatę i siostrę. W sumie 11 osób. On przeżył, bo schował się pod łóżko.
Piotr Nowoć nie umiał ułożyć sobie życia. Może byłoby inaczej, gdyby w 1943 roku, gdy miał 14 lat, Niemcy nie wywieźli go na roboty przymusowe aż pod Hamburg. Musiał tu pasać krowy w wielkim gospodarstwie bauera. W Polsce nazywało się to pasionką.
Razem z nim w transportach wywieziono wtedy 28 chłopców z łapanki urządzonej przez niemieckich żołnierzy w rodzinnej Wasilówce, koło Suwałk. Gdy II wojna światowa się skończyła, 16-letni Piotr wrócił do ojczyzny, ale okazało się, że dom został spalony, a jego rodziców – mamy Heleny i taty Piotra - też już nie ma na świecie. – Od mieszkańców Wasilówki dowiedziałem się, że rodzina moja w liczbie siedmiu osób została wymordowana przez Niemców – mówił wspominał później. – Wtedy ja, nie mając co robić, wyjechałem na ziemie Dolnego Śląska.
Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich.
Materiał promocyjny











