Prezydent, któremu przeszłość zasłania to, co przed nami, każe Polsce iść przed siebie tyłem. Zwykle kończy się to uderzeniem w ścianę bądź bolesnym upadkiem.

Karol Nawrocki mieszka w Belwederze, ale psychologicznie chyba nigdy nie wstał od poprzedniego biurka. Wciąż jest prezesem Instytutu Pamięci Narodowej – tyle że teraz jego instytutem jest cała Polska. To duży problem, bo dzisiaj Polska powinna być raczej Instytutem Przyszłości Narodowej. A prezydent powinien rano przy kawie skupiać się na tym, co możemy razem zrobić, a nie, co nam kiedyś zrobiono.

Nawrocki woli jednak przeszłość. Woli rozdrapywać rany, bo blizna, która się zagoiła, już nie boli, a przez to nie nadaje się na emocjonalne paliwo dla mas. On zaś paliwa potrzebuje, bo umie podgrzewać tylko jedną emocję – nienawiść – i na niej budować patriotyzm. W tym sensie jako prezes Instytutu Pamięci będzie miał zajęcie zawsze, bo krzywd w naszej historii nie zabraknie nigdy. Jako prezes Instytutu Przyszłości musiałby coś zaryzykować: zaufać, zaplanować, zbudować. A to nie jest tak emocjonalnie gorące.

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich.