"Zostałem aresztowany przypadkowo, przez rozpoznanie na ulicy - co wiem na pewno. Trzeba, aby o tym ogólnie ludzie wiedzieli. Nie ma winnych mojej wpadki w ogóle..." - przekazał podziemiu z obozu Sachsenhausen uwięziony tam komendant główny AK. Nie mógł albo nie chciał napisać całej prawdy.

Jest 30 czerwca 1943 r., środek okupacji. W mieszkaniu przy ul. Topiel 19 na warszawskim Powiślu elegancki mężczyzna żegna się z młodą kobietą, wkłada jasny płaszcz i cichutko zamyka za sobą drzwi. Do przystanku tramwajowego ma niedaleko. Na Ochotę jedzie w przedziale dla Polaków. Wysiada i kieruje się na stację kolejki podmiejskiej przy ul. Niemcewicza. Tu czeka na niego Elżbieta Prądzyńska-Zboińska, ps. „Ela". Wręcza mu mały pakunek.

W środku jest 15 tysięcy dolarów. Nigdy nie uda się ustalić, do czego były mu potrzebne. Mężczyzna chowa je do kieszeni i odprowadza kobietę na pl. Narutowicza.

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich.

skrót wydarzeń dnia