Aleksandra Mańkowska, agentka nieruchomości: Przed chwilą miałam telefon od radcy prawnego w imieniu klientki. Nakrzyczał na mnie, że "przez mój filmik na Instagramie mieszkanie tej pani stało się niesprzedawalne".
Ola Długołęcka, Gazeta.pl: To pierwszy taki przypadek?
– Na osiemdziesiąt rolek, które wrzuciłam, zdarzyły się trzy podobne sytuacje. Nie naruszam praw autorskich, dóbr osobistych. Mój wpływ na decyzje potencjalnych kupców jest mocno przesadzony. Portale z ogłoszeniami są ogólnopolskie, nie mam ani takich zasięgów, ani intencji, żeby zniechęcać potencjalnych kupców. Każdy sam podejmuje decyzję.
Czego oczekiwali interweniujący prawnicy?
– Przeprosin i zdjęcia filmików z mojego profilu. Nie zrobiłam tego, bo nie mam zamiaru poddawać się podobnym naciskom. Za każdym razem tłumaczyłam, że nie jest moją intencją urażenie kogoś, ale jak widzę, że mieszkanie jest tanim "liftingiem" i próbą nabrania klienta na "generalny i jakościowy remont", to nie widzę powodu, żeby o tym nie mówić.











