"Anielski orszak niech twą duszę przyjmie, /Uniesie z ziemi ku wyżynom nieba,
A pieśń zbawionych niech ją zaprowadzi /Aż przed oblicze Boga najwyższego".
Kościół był pełen, a ta część żałobników, która się nie zmieściła we wnętrzu świątyni, szczelnie wypełniała dziedziniec. Ewa Borowiecka była nie tylko znaną i lubianą lekarką, ale też koleżanką, znajomą, przyjaciółką, sąsiadką, klientką. Mieszkała w Nałęczowie od urodzenia, więc jej śmierć dotknęła wszystkich.
Gabriela ze swojego miejsca dobrze widziała ołtarz, ustawioną przed nim alabastrową urnę, sztalugę ze zdjęciem Ewy i morze, morze kwiatów. Z jednego z wieńców zwisała szarfa z napisem: "Ewie – przyjaciele z Klubu Książki. Nie zapomnimy Cię".
– A ten ch*j jak gdyby nigdy nic w pierwszym rzędzie – zauważyła półgłosem stojąca obok Gabi Małgorzata. – Dobrze, że chociaż tej swojej laski nie przyprowadził, bo ludzie by go na dzwonnicy powiesili.















