26 lipca 2003 roku Katarzyna pisze SMS-a do przyjaciółki: "Jestem już w Gdańsku, jutro nocnym pociągiem w góry. Buźka". Następnego dnia kolejna wiadomość: "Kraków. Pada. Jest bosko, tylko brak kasy. D. milczy".
5 sierpnia pies turysty wędrującego Doliną Chochołowską znajduje w krzakach wypchaną reklamówkę. Są w niej kobiece ubrania i dokumenty: dowód osobisty Katarzyny, jej paszport oraz pismo z uczelni o przyjęciu na socjologię. Jest też tomik wierszy Edwarda Stachury (z zakreślonymi wierszami o życiu jak podróży) i kalendarz traktowany głównie jak zbiór wyczytanych skrzydlatych myśli: "Życie tylko dla siebie to plama rdzy na charakterze" (Wiktor Hugo), "Zazdrość to uznać swoją niższość" (Pliniusz Młodszy), "Kochać kogoś, znaczy na zawsze złożyć w nim nadzieję" (Gabriel Marcel). Kartki z datami od 24 do 30 lipca 2003 roku są wyrwane. Ale zachował się jakiś numer telefonu. Z kontekstu wynika, że należy do matki właścicielki kalendarza.
Zobacz wideo
Kobieta mieszka w Myszęcinie, wsi w województwie lubuskim. Gdy zadzwoni do niej policjant z Zakopanego, przekaże, że jej 22-letnia córka nie odzywała się do niej od ponad tygodnia, a to do niej niepodobne. Miała tylko 200 zł, gdy postanowiła w ostatnie wakacje przed studiami samotnie przejechać pociągami Polskę od Gdańska do Zakopanego.- Ona lubi podróżować, a poza tym miała tajemniczego przewodnika poznanego przez internet. Osobliwymi słowami nakreślił jej trasę podróży: "Jedź gdzie Gwiazda Północy, potem gdzie Perła Południa". Czyli kierunek Gdańsk - Zakopane, tak się domyślam.Policjant wypytuje o tego kogoś, ale matka wie niewiele. - Tajemnicza postać, chyba mężczyzna, kazał się nazywać Dobrym Duchem, córka nawet nie zna jego głosu, on tylko wysyłał codziennie SMS-y. Mówił, że pokochał ją, zanim się dowiedział o jej istnieniu. Cytował wiersze i radził Kasi, jakich starożytnych filozofów powinna czytać do poduszki. Ostatnio napisał jej: "Nie będziesz mogła beze mnie żyć".KartotekaPolicja w Zakopanem rozpoczyna poszukiwania 22-letniej Katarzyny. Funkcjonariusze jadą do schroniska w Dolinie Chochołowskiej; to pierwszy trop. Choć jest tam pełno turystów, recepcjonistka pamięta krępą dziewczynę z plecakiem w długiej spódnicy i jej towarzysza o wyrazistej urodzie, oszpeconej brakiem przedniego zęba, którzy 30 lipca zatrzymali się na noc. Nie mieli pieniędzy na osobny pokój, byli gotowi spać nawet na podłodze. Zaproponowała im najtańszą zbiorówkę na 14 osób z piętrowymi łóżkami. Nazajutrz koło południa wyszli w góry.Śledczy sprawdzają potoki i leśne wykroty. Nad Tatrami krąży helikopter z kamerą termowizyjną. Po tych dwojgu ani śladu. Tylko pewien baca, właściciel kilku pasterskich szałasów widział taką parę kilka dni wcześniej. Przyszli pod jego dach wieczorem, cali mokrzy, bo akurat przeszła nawałnica. O mało co nie puścili mu szałasu z dymem, bo ten mężczyzna nieudolnie rozpalił w środku ognisko. Tak, brakowało mu na przodzie zęba.- Powiedziałem grzecznie - mówi pasterz - że mogli mnie puścić z dymem, to odpowiedział, żebym się odpier***ił. Odetchnąłem, kiedy sobie poszli.Trop się urywa, ale nagłośniony komunikat policji o poszukiwaniu Katarzyny przynosi rezultaty. Zgłasza się turysta, który przypadkowo zrobił na szlaku zdjęcie tej parze, gdy lokował w obiektywie panoramę gór. Powiększona fotka zawisła w wielu publicznych miejscach Zakopanego, policjanci penetrujący kwatery chodzą z takim dokumentem w ręku. Towarzysza Katarzyny rozpoznaje na zdjęciu bileterka z budki kolejki na Kuźnicach; widywała go często na dworcu PKS, jak stał z tekturową tablicą, na której było wypisane: "Wolne pokoje". Takich staczy zatrudniają właściciele pensjonatów.Również zarządzający polem namiotowym rozmawiał z podobnym mężczyzną, chętnym do pomocy w robotach gospodarczych. - Facet był dziwny - opowiadał niestworzone rzeczy, kim są jego rodzice, kręcił się koło samotnych turystek i proponował im wycieczkę na wierchy. Pewnego dnia nagle zostawił swój namiot i zniknął.Policyjna operacja uwzględnia zebranie wszelkich informacji o życiu poszukiwanych: Katarzyna, pracująca fizycznie po skończeniu technikum odzieżowego marzyła o podjęciu studiów, podczas których mogłaby dużo czytać, poznawać świat. W grę wchodziła polonistyka lub socjologia - wybrała drugi kierunek. Ostatnio mącił jej w głowie jakiś Dobry Duch - początkowa fascynacja przeszła w strach. Policjanci odszukali tę osobę. To studentka polonistyki na UJ.O wiele więcej dowiedziano się o mężczyźnie, z którym Katarzyna poszła na górską wycieczkę. Był nim 36-letni Paweł Hajduk*, recydywista, skazywany za gwałty ze szczególnym okrucieństwem.Jego karna kartoteka szokuje. Trudno uwierzyć, że mężczyzna z takimi wyrokami pozostawał na wolności bez jakiegokolwiek dozoru.







