Za...em człowieka i nie wiem co mam z tym zrobić - Piotr B. powiedział do swojego kolegi w garażu na terenie jednego z dąbrowskich osiedli. Nie dodał, że chodziło o babcię jego żony.

87-letnia pani Zuzanna mieszkała w jednym z bloków w Gołonogu, dzielnicy Dąbrowy Górniczej. W swoim otoczeniu była powszechnie znana. W jednej z pobliskich szkół niegdyś prowadziła sklepik. Sąsiedzi często widywali ją, gdy szła do sklepu po drobne zakupy, siedziała na osiedlowej ławce.

Starsza pani miała też liczną rodzinę - trzech synów, wnuki i prawnuki. Jeden z synów, który mieszkał z panią Zuzanną, cierpiał na nowotwór, zmarł w maju zeszłego roku. Rok wcześniej odszedł mąż pani Zuzanny. - Dla babci był to cios za ciosem, ale udało jej się zebrać w sobie. Stawała na nogi i żyła swoim spokojnym życiem. Zwłaszcza, że nie została sama, rodzina często ją odwiedzała. Zaczęliśmy się zastanawiać, które z prawnuków mogłoby z nią zamieszkać na stałe, żeby miała ciągle kogoś do pomocy – wspomina pani Monika, jedna z wnuczek.

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich.