- Pozostajemy w kontakcie z Polskim Komitetem Olimpijskim i będziemy uważnie monitorować kolejne kroki - zaznacza rzecznik Międzynarodowego Komitetu Olimpijskiego, odnosząc się dla Sport.pl do sprawy zatrzymania prezesa PKOl Radosława Piesiewicza. Wyraźnie wskazuje też, co dla jego organizacji jest tu priorytetem. Zdaniem Tomasza Redwana, eksperta ds. marketingu sportowego, reakcja MKOl może ograniczyć się do "odnotowania zdarzenia". Z kilku powodów.
Kupowanie głosów w walce o organizację igrzysk, przyjmowanie łapówek i nielegalna sprzedaż biletów. Na udziale w skandalach dotyczących tych niechlubnych procederów w przeszłości przyłapywano szefów różnych krajowych komitetów olimpijskich. Do listy działaczy pełniących tę zaszczytną funkcję i zatrzymanych przez służby dołączył w czwartek kierujący Polskim Komitetem Olimpijskim (PKOl) Radosław Piesiewicz, któremu kilka godzin później prokuratura przedstawiła zarzut płatnej protekcji i zaspokojenia grupy wierzycieli z pokrzywdzeniem innych w związku z grożącą niewypłacalnością. W jednym z wcześniejszych przypadków doszło nawet do tymczasowego zawieszenia komitetu. Czy grozi to też PKOl? Raczej nie. Przynajmniej na razie.
MKOl reaguje ws. Piesiewicza. To się najbardziej liczy dla tej organizacji













