Prezes Polskiego Komitetu Olimpijskiego Radosław Piesiewicz został zatrzymany w czwartek (27 sierpnia) w Warszawie. Tego samego dnia prokuratura przedstawiła mu zarzuty płatnej protekcji oraz zaspokojenia grupy wierzycieli Zondacrypto z pokrzywdzeniem innych w związku z grożącą niewypłacalnością. Chodzi o przestępstwa z art. art. 230 par. 1 i 302 par. k.k.
Piesiewicz nie przyznaje się do winy. - Straciłem 200 tys. euro, zapłaciłem za zegarek, do czego mam się przyznawać? - mówił dziennikarzom.
Zobacz wideo
"U podstaw afery Zondacrypto leży chciwość" - Kondzińska i Wieliński komentują.
Po przesłuchaniu, które było kontynuowane w piątek (28 sierpnia), prokuratura poinformowała o skierowaniu wniosku o aresztowanie podejrzanego na trzy miesiące. Następnego dnia, w sobotę (29 sierpnia) rano rzeczniczka prokuratora generalnego prok. Anna Adamiak poinformowała PAP, że katowicki sąd zdecydował o trzymiesięcznym areszcie dla podejrzanego.Do tej decyzji odniósł się minister sportu i turystyki Jakub Rutnicki. "Wzywam Zarząd Polskiego Komitetu Olimpijskiego do podjęcia natychmiastowych działań naprawczych i odbudowę zaufania do PKOl-u" - napisał w sobotę minister na platformie X.Jakub Rutnicki: Piesiewicz swoimi działaniami skompromitował polski olimpizmW opublikowanym później na stronie MSiT oświadczeniu szef tego resortu podkreślił, że "w związku z tą dramatyczną sytuację musimy zrobić wszystko, aby wspólnie z całym środowiskiem sportowym odbudować wizerunek PKOl-u". Polski Ruch Olimpijski to nie - jak zaznaczył - Radosław Piesiewicz. "To piękna historia i wspaniały dorobek sportowców, który był budowany przez lata" - wskazał minister.Poinformował, że zwróci się również do Międzynarodowego Komitetu Olimpijskiego z prośbą o wsparcie PKOl-u w działaniach naprawczych. "Obowiązkiem PKOl-u jest stanie na straży wizerunku polskich sportowców z zachowaniem zasad pełnej jawności i uczciwości" - zaznaczył.Rutnicki ocenił także, że Piesiewicz nigdy nie powinien piastować takiego stanowiska. "Swoimi działaniami skompromitował polski olimpizm. Uwikłał polskich sportowców i ich wizerunek do promowania firmy, której działalność od początku budziła wiele wątpliwości" - napisał. Jego zdaniem za tę sytuację odpowiedzialność ponosi również Prawo i Sprawiedliwość, które przez lata wspierało działania Piesiewicza."To surowa lekcja dla całego środowiska. Mam nadzieję, że już nigdy nie pomyśli o tym, aby na prezesa PKOl wybierać osobę, która nie jest oddana sportowi, tylko kieruje się własnym interesem" - podkreślił Rutnicki."W PiS nasi rozmówcy nie mają wątpliwości i nieoficjalnie przyznają, że to Jacek Sasin był promotorem kariery Radosława Piesiewicza. Ale afera Zondacrypto spowodowała, że teraz politycy PiS już stanowczo odcinają się od prezesa PKOl - przekonują, że nie należy do partii, a współpraca z nim to zamierzchła przeszłość" - piszą Agata Kondzińska i Iwona Szpala na Wyborcza.pl.












