Akcja ratownicza w górach to dla wielu widowisko. Dla ratowników TOPR - moment, w którym jedna nieprzemyślana decyzja może zamienić akcję ratunkową w kolejną tragedię. - Każdy poderwany kamień czy przedmiot stanowi dla nas śmiertelne zagrożenie - mówią TOPR-owcy.
Najpierw słychać charakterystyczny huk wirnika. Chwilę później na niebie pojawia się biało-czerwona maszyna. Turyści zatrzymują się, wyciągają telefony i próbują podejść bliżej, ale silne podmuchy wiatru spod wirujących śmigieł skutecznie zmuszają do utrzymania dystansu. Śmigłowiec nadlatuje jak najbliżej w miejsce, gdzie znajduje się poszkodowany, wskazywany przez zawiadamiającego. Maszyna pozostaje w zawisie, a ratownicy desantują się na linie z pokładu śmigłowca. Szybka i sprawna akcja ratowników opatrzenie poszkodowanego, wyciągnięcie ratowników wraz z noszami na pokład śmigłowca i błyskawiczny odlot w kierunku szpitala. Tak w skrócie wygląda akcja ratowników TOPR z udziałem wysłużonego, ale niezawodnego śmigłowca PZL W-3 Sokół. Co może pójść nie tak?
Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich.












