Znany ośrodek, prestiżowy turniej, dobra forma konia - co mogło pójść nie tak? Coś jednak poszło. Po zawodach Mazel Tov zapadł na paskudną chorobę.

Zołzy się bał, ale zawierzył zapewnieniom, że zarazy nie ma. Wszak Stado Ogierów w Łącku to państwowa stadnina ze stuletnią tradycją i niemałą renomą. Krążące w środowisku pogłoski zdementowano, także na stronie Polskiego Związku Jeździectwa, więc pojechali na zawody - on i jego Mazel Tov, sportowy koń szlachetny półkrwi, maści kasztanowej.

- Byliśmy w Łącku z naszym klubowym teamem i niestety, konie wróciły chore. Mój przechodził to najbardziej. Tygodniowe leczenie w stajni nie przyniosło rezultatu. Ropnie zatkały przełyk, nie mógł przyjmować pokarmów. Mógł się udusić albo umrzeć z głodu, dlatego niezbędna była hospitalizacja - mówi Mateusz Leszczyński, hodowca i trener z podłódzkiego Zgierza.

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich.

MATERIAŁ PROMOCYJNY, 18+