Pomyłka wyszła na jaw, kiedy na miejsce pochówku mojej mamy przyszedł kolejny kondukt żałobny. Grabarz na chwilę wstrzymał ten pogrzeb, bo musiał wyjąć z grobu urnę z prochami - mówi pani Patrycja z Rudy Śląskiej.
Kobieta jest w szoku. Najpierw przeżyła śmierć mamy, potem jej pogrzeb, a na koniec dowiedziała się, że urna z prochami została pochowana w złym miejscu i bez wiedzy rodziny przeniesiona. – A teraz odpowiedzialna za to firma udaje, że nic się nie stało. Zamiast przeżywać żałobę, musiałam wynająć prawników – mówi pani Patrycja.
Wszystko zaczęło się w czerwcu, kiedy jej 61-letnia mama trafiła do szpitala w Chorzowie. Cierpiała na niewydolność płuc, w szpitalu miała dojść do siebie po tracheotomii. Wystąpiła jednak sepsa i kobiety nie udało się uratować.
Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich.
Materiał promocyjny











