Postawił urnę z prochami na tarasie, nad fotelem Sławki. Tak, aby miała widok na jezioro. "Czasami wstaję na wschód słońca, żeby jej potowarzyszyć".

M. podjechał pod bramę o pierwszej w nocy. Unikał światła latarni, żeby oszukać monitoring. Do środka dostał się od zaplecza. Tam odebrał to, co wcześniej zostawił. Małą szkatułkę. Teraz już pełną.

Wrócił do samochodu, gdzie czekała B., jego żona. Wykonali kilka telefonów i wyznaczyli miejsce spotkania: klif niedaleko Gdyni. Mimo późnej pory przyjechało kilkanaście osób.

To była jasna noc. Gwiazdy i księżyc odbijały się w tafli Bałtyku. Nieopodal grupa kamperowiczów grzała się przy ognisku.

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich.