"Mam prośbę. Czy dałoby się kupić książki w języku ukraińskim do kilku szkół na terenach przyfrontowych?" - napisał do nas Witalij Kowalskij, prezes fundacji Pracownia Dobrych Spraw z Charkowa. Kupiliśmy - z wpłat czytelniczek i czytelników "Wyborczej"

Sytuacja daleko na wschodzie Ukrainy - w okolicach Charkowa, Kupiańska czy Izium - wygląda tak: szkoły, których nie zniszczyli podczas okupacji Rosjanie, albo nie spadły na nie bomby czy pociski artyleryjskie, funkcjonują. Nie ma co prawda zajęć stacjonarnych, są zdalne, ale każdy uczeń może przyjść i wypożyczyć z biblioteki książkę, np. lekturę albo jakąś specjalistyczną pozycję.

I regały są pełne takich książek, tyle że w ogromnej większości są to pozycje po rosyjsku. Bo to był i wciąż jest język, którym ludzie na wschodzie Ukrainy mówią. Ale z każdym rokiem pełnoskalowej wojny coraz więcej osób chce mówić tylko po ukraińsku, bo nienawiść do agresora jest powszechna.

skrót wydarzeń środy

kalendarium