Miał ratować firmy przed upadłością. Według prokuratury zamiast tego wyprowadzał z nich miliony złotych. Po zatrzymaniu Dariusz G. przyznał, że przelał więcej, niż obejmują postawione mu zarzuty.
Dariusz G. miał już spakowaną walizkę, w niej przybory toaletowe, szczoteczkę do zębów, bieliznę i parę ubrań. Na wszelki wypadek, gdyby zaczęła pytać o niego policja, miał plan ucieczki. Od kilku tygodni ani krakowski sąd, ani jego następcy w restrukturyzowanych spółkach nie mieli z nim kontaktu.
Kiedy policjanci zapukali do jego domu, Dariusza G. już tam nie było. Zostawił jedynie telefon, by utrudnić śledzenie, a sam wyjechał na Śląsk. Nie zdołał jednak zniknąć. Jeszcze tego samego wieczoru funkcjonariusze zatrzymali go na jednej z ulic w Katowicach, gdy szedł do samochodu. W środku czekała już spakowana walizka.
Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich.
Materiał promocyjny











