Miasto i jego spółka wydały ponad milion złotych na pensje "martwych dusz", które w rzeczywistości pracowały dla zielonogórskiego klubu żużlowego. Fikcyjne etaty w Falubazie bada prokuratura. Dziewięciu osobom przedstawiono już zarzuty.

- Historia jest banalna: w miejskim zakładzie komunalnym zrobiono audyt, który miał rozliczyć ekipę byłego prezydenta. Okazało się, że śmieciowa spółka zatrudnia osoby, których nikt nie widział na oczy. Zaczęto sprawdzać, kim one są, trop wiódł na żużlowy stadion. Gdy tam pojechano, jedna z martwych dusz równała tor - mówi osoba znająca kulisy sprawy. Wkrótce odnaleziono kolejnych "zaginionych pracowników" Zakładu Gospodarki Komunalnej, także tych fikcyjnie zatrudnionych w urzędzie miasta.

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich.

Materiał promocyjny

martwe ryby