Warszawska prokuratura okręgowa ogłosiła umorzenie, ale nie ma uzasadnienia decyzji. Rzecznik prokuratury, prok. Piotr Skiba wyjaśniał, że potrzebne jest tłumaczenie. A tego brak. Sama decyzja zapadła pięć dni temu.
Śledztwo w sprawie dwóch wież – niedoszłej inwestycji spółki Srebrna powiązanej ze środowiskiem PiS – zakończyło się umorzeniem. Adwokaci austriackiego biznesmena Geralda Birgfellnera, który szykował inwestycję i nie dostał za to wynagrodzenia, zapowiedzieli zażalenie. To on poszedł do prokuratury, zarzucił Jarosławowi Kaczyńskiemu oszustwo.
Gerald Birgfellner domagał się 1,3 mln euro, czyli 10 proc. wartości inwestycji, którą Srebrna planowała na warszawskiej Woli. Chwilę drogi od ścisłego centrum planowano wystawić dwie 190-metrowe wieże. Miały stanąć na miejscu wysłużonego biurowca Srebrnej i parkingu – nieruchomości z długą historią, którą środowisko Jarosława Kaczyńskiego zyskało na początku transformacji. Przed 1989 r. należały do państwowego monopolisty Robotniczej Spółdzielni Wydawniczej "Prasa-Książka-Ruch", której majątek rozparcelowała powołana przez pierwszy Sejm komisja likwidacyjna. Właśnie wtedy fragment tortu przypadł ludziom Kaczyńskiego. Wszystko działo się pod szyldem Fundacji Prasowej Solidarności, którą Jarosław Kaczyński założył z kolegami z Porozumienia Centrum – swojej pierwszej partii – oraz politycznymi przyjaciółmi. Zyskali kilka tysięcy m kw. gruntów i tyle samo w biurowcach i drukarniach, kupili na przetargu "Express Wieczorny", wtedy popularną popołudniówkę, chcieli zakładać medialny koncern, celowali w telewizję.









