14 sierpnia 1944 roku w zasadzkę Gestapo wpadła Edith Bonnesen, łączniczka duńskiej organizacji podziemnej Holger Danske. Niemcy zabrali kobietę wprost do owianej ponurą sławą siedziby tajnej policji w Kopenhadze. "Zgadza się, to jest Lotte. Właśnie jej szukaliśmy" – usłyszała, gdy oblewali sukces. Okupanci znali jej pseudonim; najwyraźniej do aresztu trafiła nieprzypadkowo.*Wkrótce potem zaprowadzono ją na przesłuchanie. Miał je prowadzić duński kolaborant, ale wdał się w rozmowę z kolegą, a potem zostawił Lotte samą w pokoju. Niemcom nie przyszło do głowy, by skuć kajdankami drobną trzydziestoparolatkę. Bonnensen nie miała wiele do stracenia. Wyjrzała na korytarz, zobaczyła, że nikt jej nie pilnuje, i po prostu wyszła z budynku. Dwaj funkcjonariusze Gestapo najwyraźniej wzięli Lotte za sekretarkę, bo szarmancko przepuścili ją w drzwiach wejściowych. Młoda kobieta puściła się biegiem ile sił w nogach dopiero wtedy, gdy zniknęła Niemcom z pola widzenia.1
Lotte miała nieszczęście w szczęściu. Historia o opuszczeniu katowni Gestapo brzmiała tak nieprawdopodobnie, że ruch oporu zaczął podejrzewać łączniczkę o zdradę. Kilka dni później podstępem zwabiono ją do konspiracyjnego lokalu, gdzie czekało na nią trzech uzbrojonych młodych mężczyzn. Oświadczyli, że mają rozkaz wywieźć ją poza miasto i wykonać na niej wyrok śmierci. Naciągnęli kobiecie na głowę płaszcz przeciwdeszczowy i zapakowali ją na tylne siedzenie samochodu. Bonnensen nie straciła zimnej krwi. "Nie dbam o to, czy mnie zastrzelicie – oświadczyła, gdy wyjechali poza Kopenhagę, po czym ściągnęła z głowy kaptur – ale nie pozwolę, do cholery, abyście mnie udusili!"Jej pewność siebie zbiła z tropu pluton egzekucyjny. Od słowa do słowa chłopak, który dowodził akcją, dał się przekonać, aby Lotte zadzwoniła z przydrożnej budki do swojego zwierzchnika z konspiracji. Słyszał, jak spokojnym głosem poinformowała rozmówcę, że została uprowadzona i oczekuje wyjaśnienia pomyłki. To jeszcze bardziej skonsternowało egzekutorów. Gdy dotarli na miejsce wykonania wyroku, dwóch z nich zostało przypilnować Bonnensen, a trzeci odjechał do Kopenhagi, aby skonsultować się z dowódcą. Wrócił z bukietem kwiatów i przeprosinami. 2 Lotte po raz drugi wywinęła się śmierci.Duński ruch oporu dokonał podczas okupacji prawie dwustu egzekucji na osobach uznanych za niemieckich konfidentów albo kolaborantów. Część tych akcji przeprowadzono z inicjatywy oddolnej, bez rozkazu dowództwa. Łatwo było w tej sytuacji o tragiczną w skutkach pomyłkę3 nie powstrzymało to jednak duńskich konspiratorów przed zabijaniem rzeczywistych albo urojonych kolaborantów.9 kwietnia 1940 roku Wehrmacht zajął Danię praktycznie bez walki. Wkrótce potem Niemcy ustanowili na jej obszarze system "pokojowej okupacji", wyjątkowy w kontrolowanej przez nich Europie (analogiczny plan nie powiódł się w Norwegii). Na terytorium Danii rozlokowały się niemieckie garnizony, ale Rzesza zobowiązała się do respektowania suwerenności tego państwa oraz nienaruszalności jego granic; zapewniła także, że nie zamierza ingerować w duńskie sprawy wewnętrzne. Zachowała konstytucyjne władze kraju i wszystkie instytucje publiczne; jak przystało w relacjach międzynarodowych, rząd w Kopenhadze komunikował się z Berlinem za pośrednictwem resortu spraw zagranicznych. Współpraca z okupantami, którą sami Duńczycy nazywali polityką negocjacji, nosiła cechy kolaboracji państwowej, mimo to zdecydowana większość duńskiego społeczeństwa akceptowała ją jako nieuniknioną.4








