Najdłuższą drogę na talerz w knajpach nad polskim Bałtykiem odbył antar, który być może wcześniej udawał morszczuka, choć jest od niego droższy. Jakie jeszcze sztuczki zdarzają się nad morzem?

Kilka lat temu w bazie rybackiej w Unieściu odkryłem, że jedyną polską rybą w menu jest hodowlany pstrąg. I opisałem, skąd naprawdę są ryby w smażalniach (na przykład z Chile, Islandii, Norwegii). Ten letni, wakacyjny tekst odbił się wtedy szerokim echem, bo wielu turystów odpoczywających nad polskim Bałtykiem, wciąż uważa, że to właśnie w nim pływał zjedzony przez nich halibut. Podczas rozmów, jakie przeprowadziłem w ostatnich dniach w zachodniej części wybrzeża szczecińskiego, przekonałem się, że świadomość na temat ryb, które jemy nad morzem jest wciąż niska. A ten rynek przecież pełen jest magicznych sztuczek, o które go być może nie podejrzewaliście.

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich.

Materiał promocyjny

Warszawa się rozjeżdża