Tatuś mnie oczyszczał. Agata
Pierwszy rok był wspaniały. Wspólnota się integrowała, rozrastała, remontowaliśmy dom rekolekcyjny. Dużo mieliśmy spotkań, wspólnych modlitw, wyjazdów. Formacja też była, ale przede wszystkim fajnie spędzaliśmy razem czas, czy to przy malowaniu płotu, czy przy obieraniu ziemniaków. Chociaż już wtedy pojawiły się pierwsze sygnały, że coś idzie nie w tę stronę, co powinno.
(…) Przełomem w historii wspólnoty stały się rekolekcje w górach. To były ostatnie w miarę normalne rekolekcje i czas, kiedy jeszcze wszyscy trzymaliśmy się razem. Było dużo konferencji, równie dużo chodzenia po górach. Jednak już wtedy coś wisiało w powietrzu. Dziewczyny z najbliższego kręgu Kowalskiego zaczęły się izolować. Jedna z nich w kościele zemdlała – usłyszałam, że to miał być dowód łaski Boga, który ją dotknął. Narastały wokół tego szepty, domysły, ale nikt, łącznie z Kowalskim, nie mówił niczego wprost.
Dopiero po tych rekolekcjach, na spotkaniu formacyjnym, Kowalski uchylił rąbka tajemnicy. Oświadczył, że oto dla diakonii przyszedł czas próby i oczyszczenia. Niektóre osoby, te szczególnie wybrane, będą to przechodziły ciężej. One mają mieć nieograniczony dostęp do księdza. Choć wcześniej się przyjaźniły, teraz nie mogą się spotykać – to właśnie jest element ich oczyszczenia – ponieważ się nienawidzą i rywalizują o księdza.










