Naród, który przez dwieście lat uczył się cierpieć historycznie, przechował wielki dar obnoszenia się bohaterskim udręczeniem nawet wtedy, gdy nie ma już kazamatów, drutów kolczastych i więzień

Artur Nowak - ur. w 1974 r., adwokat reprezentujący ofiary pedofilii w Kościele, pisarz, publicysta. Współautor z Ireneuszem Ziemińskim książki „Chrześcijaństwo. Amoralna religia". Wspólnie ze Stanisławem Obirkiem wydali książki: „Gomora" i „Babilon. Kryminalna historia Kościoła".

To jest właśnie ta wielka polska tradycja masochizmu: naród, który przez dwieście lat uczył się cierpieć historycznie, przechował wielki dar obnoszenia się bohaterskim udręczeniem nawet wtedy, gdy nie ma już kazamatów, drutów kolczastych i więzień.

Teraz cierpi się logistycznie: przy bramce na Heathrow, w samolocie Lufthansy, w SMS-ach od Pyszne.pl, w systemie elektronicznych zezwoleń na wjazd do Wielkiej Brytanii. Kiedyś mieliśmy Sybir, Cytadelę, Berezę i powstania. Dziś „niezłomne bohatery" konają za Polskę na odprawach paszportowych, znosząc mężnie anulowaną autoryzację ETA i złowrogiego — cudzoziemskiego zapewne — kuriera z pizzą o drugiej szesnaście w nocy.

Najpierw operacja Londyn. Sławomir Mentzen, człowiek z arcysłowiańskim licem, który z lubością opowiadał, kto może przyjeżdżać do Polski, kto jest mile widziany, kto zagraża cywilizacji, kto kolonizuje, kto nie pasuje do pejzażu narodowego — sam nagle trafia w maszynkę graniczną. Nie do żadnego łagru, nie do Tower, nawet nie na galery. Na lotnisko. Do tej samej cywilizacyjnej poczekalni, w której stoją ludzie z paszportami, walizkami, dziećmi, lekami, nerwami i nadzieją, że urzędnik w okienku uzna ich za wystarczająco niewinnych.