Poprosiłem chłopców po bierzmowaniu, by ponieśli baldachimy w Boże Ciało. Stawił się tłum, musieli się zmieniać w trakcje procesji. Coś co w Warszawie jest obciachem, tutaj ci chłopcy robią z chęcią - mówi proboszcz z Lesznowoli.
- Nasze trzecie dziecko ochrzciliśmy pół roku temu w kościele w Halinowie. Dla nas to ważne, bo wiążemy przyszłość z tą parafią, chcemy angażować się w jej życie. Dwoje starszych dzieci zostało ochrzczonych w parafiach, skąd pochodzimy. Ja jestem z miasteczka między Warszawą a Białymstokiem, mąż z Lubelszczyzny - opowiada Magdalena.
Poznaje nas proboszcz, który - zajęty święceniem samochodów po niedzielnej mszy - nie ma dla mnie czasu. Z tym święceniem to musi mieć coraz więcej roboty, bo w podwarszawskich miejscowościach lawinowo przybywa mieszkańców - w ciągu ostatnich pięciu lat aż 50 tysięcy. W dużej części to młodzi Warszawiacy z dziećmi, których z miasta wygoniły ceny mieszkań. A że nie wszystkie wsie i miasteczka w podwarszawiu mają połączenia kolejowe ze stolicą, w rodzinach, w których nie było dotąd samochodu, teraz są dwa.
Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich.











