Radosław Piesiewicz ogłosił wypłacenie części zaległych nagród za zimowe igrzyska olimpijskie, jednak nie uratowało go to przed ciosami na Walnym Zgromadzeniu PKOl. Prezes ma coraz słabszą pozycję, co podkreśla Robert Korzeniowski. - Gdyby użyć terminologii piłkarskiej, to jest 4:0 dla opozycji - mówi w rozmowie z Przeglądem Sportowym Onetem.

Fot. Mateusz Skwarczek / Agencja Wyborcza.pl

Radosław Piesiewicz w poniedziałek ogłosił wypłacenie części zaległych nagród finansowych dla medalistów zimowych igrzysk olimpijskich 2026 oraz trenerów. Kilka godzin później prezes PKOl otrzymał potężny cios, bowiem podczas Walnego Zgromadzenia PKOl przegłosowano wniosek o zwołanie Nadzwyczajnego Walnego Zgromadzenia Wyborczego (117 osób za, 48 przeciw, 10 się wstrzymało) czy uchwałę wzywającą 45-latka do opuszczenia stanowiska, a odrzucono sprawozdanie z działalności zarządu oraz sprawozdanie finansowe za poprzedni rok.

Zobacz wideo KIEDYŚ RZĄDZIŁY TU GANGI, TERAZ FIFA ROBI MUNDIAL. MIESZKAŃCY MAJĄ DOŚĆ

- Bardzo dobre walne sprawozdawcze. Oczywiście były uchwały, które nie powinny mieć miejsca. Zwrócę się do Komisji Rewizyjnej i do organów, żeby sprawdziły, czy są one podjęte zgodnie z przepisami prawa i zgodnie ze Statutem Polskiego Komitetu Olimpijskiego, bo ja stoję na straży prawa i przede wszystkim statutu PKOl - tak komentował to Piesiewicz, który na najbliższym posiedzeniu zarządu powinien wyznaczyć datę Walnego Zgromadzenia Wyborczego. Ma na to 30 dni.