Po referendum w Krakowie trudno mówić o demokratycznym katharsis. Bardziej przypomina ono polityczny mord założycielski nowej epoki permanentnej wojny.
Dziś widać to wyraźniej niż przed feralną niedzielą. Referendum, w którym odwołano prezydenta Aleksandra Miszalskiego, już dawno przestało być sporem o Strefę Czystego Transportu, styl uprawiania polityki czy chaos komunikacyjny w mieście. Chwilę po ogłoszeniu wyników politycy prawicy praktycznie przestali mówić o Krakowie, a zaczęli mówić o Polsce. Beata Szydło ogłosiła na Rynku Głównym, że odwołanie Miszalskiego to "początek drogi" do odsunięcia od władzy koalicji Tuska. Przemysław Czarnek grzmiał o końcu "krakowskiego Tuska", a prawicowe media zaczęły wieszczyć "efekt domina", który ma przetoczyć się przez kolejne miasta rządzone przez Koalicję Obywatelską.
Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich.
Materiał promocyjny
Tylko na Wyborcza.pl















