Wielki paradoks referendów odwoławczych na szczeblu lokalnym - takich jak to w Krakowie - polega na tym, że z jednej strony są one formą pewnego rodzaju demokratycznego cwaniactwa ze strony gniewnej mniejszości, żerującego na korzystnych przepisach, ale z drugiej - prawdopodobnie realnie zwiększą jakość władzy samorządowej.
W niedzielę 25 maja mieszkańcy Krakowa skutecznie odwołali rządzącego niewiele ponad dwa lata Aleksandra Miszalskiego. W głosowaniu wzięło udział 29,99 proc. uprawnionych, podczas gdy próg ważności referendum, zależny od frekwencji w wyborach samorządowych, wynosił 26,98 proc. Ogromna większość wyborców - aż 97,93 proc. - opowiedziała się za odwołaniem prezydenta z Koalicji Obywatelskiej.
Niewiele mniej osób, bo 29,97 proc., oddało głos w referendum za odwołaniem Rady Miasta. W tym głosowaniu nie udało się jednak osiągnąć wymaganego poziomu frekwencji, który wynosił nieco więcej - 30,59 proc. (w wypadku prezydenta liczy się frekwencja z drugiej tury wyborów prezydenckich, w przypadku Rady Miasta - z wyborów samorządowych, w których wybierani są radni).
skrót wydarzeń dnia
kalendarium










