Nie mam wątpliwości, że "Diabeł ubiera się u Prady 2" to film przede wszystkim dla wielbicieli pierwszej części. Kto oczekuje pogłębionej analizy psychologicznej ofiary opresji branży modowej i socjologicznej analizy galopującego kryzysu ekonomicznego w hollywoodzkiej otoczce, raczej ma mylne wyobrażenie na temat tej produkcji. Owszem, główni bohaterowie zmagają się z jak najbardziej realnymi problemami współczesności, ale to nie jest kino społecznej przemiany.
"Diabeł ubiera się u Prady 2" - recenzja. Jest sens oglądać?
To film na poprawę humoru, który ma pomóc w radzeniu sobie z wszystkimi świństwami, które dzieją się obecnie na świecie. Wyznam z pewnym wstydem, że kilka razy łza wzruszenia w oku mi się zakręciła, a z seansu wyszłam przyjemnie podniesiona na duchu.
Mam poczucie, że twórcom całkiem zgrabnie udało się połączyć nostalgiczne nawiązania do jedynki z fabułą namacalnie i dość wiarygodnie osadzoną we współczesności. Z dużą przyjemnością wyłapywałam od pierwszych kadrów smaczki, dzięki którym miałam poczucie, że to trochę taki film, "jak kręciło się dawniej". Z jeszcze większą frajdą spotkałam się znowu z Andy, Nigelem, Emily i Mirandą. Miło mi zakomunikować, że choć wszyscy oni się jakoś zmienili, to widać, że to ci sami bohaterowie, których poznaliśmy przed laty.











