Czy Radosław Piesiewicz może zarządzać PKOl z aresztu? Czy jego pobyt w areszcie to dłuższa nieobecność, czy już "niemożność sprawowania funkcji"? Czy możemy mówić o prezesie, czy już o ex-prezesie? Choć pytania te brzmią abstrakcyjnie, prawnicy PKOl debatują nad sytuacją prezesa i próbują odczytać jego kolejne ruchy. Dotarliśmy także do dokumentów, które szykuje opozycja.

Czy areszt i zarzut z art. 230 i 302 Kodeksu Karnego (płatna protekcja i faworyzowanie wierzycieli) oraz tymczasowy areszt oznacza koniec prezesury Radosława Piesiewicza w Polskim Komitecie Olimpijskim? Statut przewiduje sytuację "niemożności pełnienia funkcji" prezesa i przekazanie władzy jednemu z wiceprezesów przez zarząd. Ktoś jednak tę niemożność musi stwierdzić, co się właśnie proceduje. Abstrahując od statutu komitetu, Piesiewicz ma też umowę o pracę z PKOl. Ta w sytuacji aresztowania i nie przychodzenia do pracy wygaśnie za trzy miesiące, ale prezesury to akurat nie zakończy.

Dłuższa nieobecność czy "niemożność sprawowana funkcji"?

Od czasu zeszłotygodniowej afery wokół Radosława Piesiewicza PKOl funkcjonuje w nowej rzeczywistości. Ale nie ma mowy o paraliżu pracy. - Zagrożenia funkcjonowania PKOl nie ma. Reprezentacja komitetu jest dwuosobowa. Dokumenty może podpisywać sekretarz generalny i skarbnik lub wiceprezes zarządu. Ta reprezentacja jest zatem dość szeroka. Praktycznie zawsze któraś z tych osób jest na miejscu. Biuro PKOl też funkcjonuje normalnie. Tu każdy wie, co ma robić i jakie ma obowiązki - przekazuje nam Katarzyna Kochaniak-Roman, szefowa komunikacji komitetu.