Nie pomogły ostatnie deszcze - Jeziorko Sieleckie wysycha w oczach. Mieszkańcy obwiniają bobry, a niektórzy biorą sprawy w swoje ręce. Nic to nie da.

"W Warszawie trwa mała lokalna wojna o wodę" - zaczyna swój niedawny wpis w serwisie społecznościowym Roman Głodowski, lider Stowarzyszenia Nasz Bóbr, które od lat zajmuje się właśnie stołecznymi bobrami.

Tym razem te gryzonie stały się zarzewiem konfliktu na Mokotowie. Jego najbardziej widocznym przejawem jest znikające w oczach Jeziorko Sieleckie w parku o tej samem nazwie, który ciągnie się prawie od ul. Chełmskiej do ul. Sobieskiego. To pozostałości parku krajobrazowego, który jeszcze w XVIII wieku założył król Stanisław August Poniatowski. Ponoć jeszcze na początku 20. stulecia można było po stawie pływać kajakami i w łodziach.

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich.

MATERIAŁ PROMOCYJNY