Niemieccy śledczy zabezpieczyli ślad DNA na dronie z materiałami wybuchowymi. Maszyna miała zostać wykorzystana na lotnisku w Lipsku do próby wysadzenia ukraińskiego samolotu.
W lipcu 2024 roku na lotnisku w Lipsku zapaliła się paczka wysłana z krajów bałtyckich. Zdaniem niemieckiego kontrwywiadu za incydent najpewniej odpowiada Rosja. Tylko dzięki zbiegowi okoliczności i opóźnieniom lotów doszło do pożaru w magazynie firmy kurierskiej, a nie na pokładzie samolotu.
"Zanim paczka, od której zaczął się pożar na lotnisku w Lipsku, trafiła do kontenera, pracownicy prześwietlili ją skanerem. Potem otworzyli ją i sfotografowali. W środku była czarna poduszka - masażer, tubki z kosmetykami i dwa erotyczne gadżety" - opisywała wówczas "Wyborcza".
Zgodnie z najnowszymi ustaleniami niemieckich służb dron znaleziony w nocy z wtorku na środę (5 sierpnia) na lotnisku w Lipsku miał celowo uderzyć wcześniej w skrzydło zaparkowanego na płycie ukraińskiego Antonowa.
Materiały wybuchowe przy uderzeniu jednak nie eksplodowały. Według "Bilda" i "Die Zeit" ślad DNA na dronie ma być zgodny z tym zabezpieczonym po podpaleniu w lipcu 2024 r.












