„Incydent z dronem na lotnisku w Lipsku o mały włos nie doprowadził do katastrofy. Sprawa nie jest jeszcze wyjaśniona, ale wiadomo, że znaleziony dron wyposażony był w materiał wybuchowy i zapalnik. Nie doszło do eksplozji, nikt nie został ranny, incydent zakończył się szczęśliwie, tak samo jak prawdopodobne zderzenie drugiego drona z samolotem” – pisze w czwartek „Frankfurter Allgemeine Zeitung”.

Zdaniem komentatora gazety „nasuwa się podejrzenie”, że sprawcy tego „incydentu” należy szukać w Rosji lub wśród związanych z nią komórek sabotażowych na Zachodzie. Byłby to – kontynuuje „FAZ” – „nowy stopień wojny hybrydowej”. Dotychczas mieliśmy do czynienia z próbami podrzucenia do samolotów materiału zapalającego. „Teraz przeprowadzono otwarty atak” - czytamy w komentarzu.

Czytaj więcej

Incydent na lotnisku w Lipsku. Niemiecka prasa krytykuje brak skutecznego systemu obrony

W ocenie „FAZ” władze w Niemczech podchodzą „zbyt lekkomyślnie” do tego problemu. W ubiegłym roku odnotowano około 1000 przelotów dronów, doszło do aktów sabotażu i licznych ataków w sieci.