- W 2022 roku oglądałem decydujący o mistrzostwie Śląska mecz z Legią z trybun. Trzy minuty przed końcem wstałem i wyszedłem, pojechałem do domu. Czułem, że radość ze złota Śląska muszę przeżyć jako jego zawodnik, a nie kibic - mówi Jakub Nizioł.

30-letni koszykarz na to złoto i na tę radość czeka od czterech lat, bo to były burzliwe sezony we Wrocławiu. W Śląsku zmieniali się prezesi, trenerzy, zawodnicy, osiemnastokrotny mistrz Polski stał się symbolem destabilizacji i permanentnej zmiany. I tylko Jakub Nizioł jest w nim stałym punktem – jako wyróżniający się gracz, a także kapitan.

Łukasz Cegliński: "Byłem bardzo zawiedziony tym sezonem. Nie osiągnęliśmy nic" – powiedziałeś kilka tygodni temu w rozmowie z klubową telewizją. Jako kapitan takiej marki jak Śląsk, nie owijałeś w bawełnę.

Jakub Nizioł: Ci, co mnie znają, to wiedzą, że mówię, jak jest. Nie ma co udawać, że jest różowo. Wygraliśmy pięć meczów w EuroCup, ale w skali rozgrywek to żadnej wynik. W Pucharze Polski odpadliśmy w półfinale, ligę, po bardzo dobrej rundzie zasadniczej, zakończyliśmy na ćwierćfinale. I dla Śląska Wrocław to jest nic, bo w klubie dużo rozmawiamy o oczekiwaniach kibiców, zarządu i naszych własnych. Polscy zawodnicy, zagraniczni może mniej, mają świadomość, w jakim klubie grają. Oczekiwania i presja są zawsze – do Śląska przychodzisz, żeby wygrywać mecze, medale, trofea. Bierzemy na klatę to, jak wyglądał ten sezon, wyciągamy wnioski i postaramy się nie dopuścić do powtórki.