Jakub Kochanowski w sobotę doświadczył czegoś nowego w swoim 29-letnim życiu. Po raz pierwszy od debiutu w reprezentacji Polski obejrzał na żywo jej mecz zza band reklamowych i to z perspektywą, że zabraknie go w najważniejszym turnieju w tym roku. Nie było to nic miłego dla siatkarza, który z powodu kłopotów z kolanem nie był w stanie zagrać w żadnym meczu kadrowego sezonu. Ale teraz przyznaje, że - patrząc z szerszej perspektywy - spotkał go najmniejszy wymiar kary.
Zobacz wideo Siatkarze o Mistrzostwach Europy
Lider Polaków nie przewidywał takiego scenariusza. "Dla wszystkich to był trochę szok"
Kochanowski obejrzał sobotni mecz Memoriału Huberta Jerzego Wagnera Polska – USA (3:1) w czapeczce z daszkiem z logo swojego sponsora, ale nikt z kibiców nie miał problemu z rozpoznaniem go. Gdy w pewnym momencie siatkarz zauważył na telebimie, że wypatrzyli go też operatorzy kamery, uśmiechnął się szeroko. Ale, jak przyznał, wcześniej czuł smutek, że nie jest w stanie grać z kolegami z kadry. Nawet mimo że ci mają teraz w nogach bardzo intensywne przygotowania w Zakopanem.
- Zdecydowanie wolałbym ciężko trenować w Zakopanem. Myślałem, że sobie przyjadę, popatrzę i nic mnie to nie ruszy. Ale jak usiadłem i chłopaki zaczęli się rozgrzewać, poczułem: "Kurczę, chciałbym być po tamtej stronie band". Ale takie jest życie. Mam teraz kontuzję, muszę ją wyleczyć, żeby w przyszłym sezonie móc też pomóc na boisku – zaznacza utytułowany środkowy.






