Mikołaj Sawicki jest gotowy do walki o odszkodowanie po poważnym błędzie w jego sprawie dopingowej, ale musi czekać. Pełnomocnik siatkarza reprezentacji Polski Hubert Radke przestrzega w rozmowie ze Sport.pl, że ta sytuacja mogła wcale nie być precedensem w naszym kraju i wskazuje główne bolączki systemu antydopingowego. - Chciałbym, żeby był sprawiedliwszy - dodaje.

Mikołaj Sawicki 20 kwietnia usłyszał słowa, na które długo czekał i usłyszenie których kosztowało jego i żonę Klaudię niemal rok życia w wielkim stresie i wiele wydanych pieniędzy. Zawieszony wcześniej na dziewięć miesięcy po pozytywnym wyniku testu na obecność dopingu siatkarz Bogdanki LUK Lublin i reprezentacji Polski usłyszał wtedy, że po ponownym przebadaniu jego próbki i niestwierdzeniu w niej zakazanej substancji postępowanie w jego sprawie zostało zakończone. Hubert Radke, który wspólnie z żoną Justyną jest pełnomocnikiem Sawickiego, przekonuje w długiej rozmowie ze Sport.pl, że do ponownego badania - po wcześniejszym wykryciu błędu analitycznego laboratorium - w ogóle nie powinno dojść.

Zobacz wideo Sport.pl PLUS

Agnieszka Niedziałek: Niespełna dwa miesiące temu zakończyło się postępowanie w sprawie Mikołaja Sawickiego przed Panelem Dyscyplinarnym I Instancji, ale to jeszcze nie koniec całej historii. Siatkarz potwierdził szybko, że będzie ubiegał się o odszkodowanie. Na jakim etapie są obecnie te działania?