Bartłomiej Bołądź bryluje w reprezentacji Polski do tego stopnia, że niektórzy kibice aż się martwią. O to, czy zdoła utrzymać obecną formę do końca sezonu. Mający prawie 32 lata siatkarz dotychczas był zwykle co najwyżej trzeci wśród atakujących kadry, ale teraz pokazuje, że Nikola Grbić nie będzie musiał sięgać po plan awaryjny. Odjął tym trenerowi jeden kłopot, ale dodał inny.

Jeszcze kilka tygodni temu kibice reprezentacji Polski siatkarzy mocno głowili się przy pytaniu o to, kto w najważniejszych meczach tego sezonu zastąpi w roli pierwszego atakującego Bartosza Kurka. Obecnie trudno sobie wyobrazić, by miał to być ktoś inny niż Bartłomiej Bołądź. Dotychczas znany był głównie jako ten, który podczas igrzysk w Paryżu odgrywał w zespole rolę budzącą – nie z jego winy - spore kontrowersje. Teraz może zapisać się w pamięci jako ten, który zastąpi legendę kadry.

Zagadka dotycząca następcy Kurka. Kłopoty Bołądzia, kłopoty Sasaka

- Wiem, że to oklepane sformułowanie, ale Raul Lozano [były trener kadry, z którym Bołądź spotkał się w Czarnych Radom - red.] kiedyś mi powiedział, że w każdym wieku można się poprawić. Jego słowa odnosiły się do przykładu Daniela Plińskiego, który był już u schyłku kariery, a zagrał jeden ze swoich najlepszych sezonów – opowiadał mi dwa lata temu Bołądź. Teraz sam na dwa miesiące przed 32. urodzinami prezentuje życiową formę. I choć sportowej emerytury nie ma na razie w planie, to przełomu co do roli w drużynie narodowej doczekał się dopiero siedem lat po debiucie.