Turniej Ligi Narodów w Linyi mógł sprawić, że Nikola Grbić wrócił do Polski z bólem głowy. W przypadku bogactwa wyboru na dwóch pozycjach inni szkoleniowcy mogą trenerowi naszej kadry zazdrościć. Ale już sytuacja Aleksandra Śliwki nie napawa optymizmem. Niektórzy kibice zaczynają wątpić, czy trener odbuduje na czas kapitana drużyny narodowej.

Pierwszy turniej Ligi Narodów to dla Nikoli Grbicia już tradycyjnie poligon doświadczalny, podczas którego niekoniecznie jest dużo pięknej siatkówki. Zwykle przy tej okazji trener Polaków mocno reaguje na proste błędy zawodników, z których wielu brakuje ogrania na arenie międzynarodowej. Z drugiej strony - też po raz pierwszy występują w takim a nie innym składzie. Turniej w Chinach sprawił, że w głowie zarówno szkoleniowca wicemistrzów olimpijskich z Paryża, jak i kibiców, mogło pojawić się wiele pytań przed najważniejszymi turniejami w tym sezonie. Ale dostaliśmy też kilka dobrych wiadomości.

Spacerek i ciężary w Chinach. Polacy nie muszą gonić, ale powinni się pilnować

Ubiegłoroczny inauguracyjny występ Biało-Czerwonych w LN trochę nas rozpieścił. Drużyna mająca w składzie sporo debiutantów zanotowała w chińskim Xi'an niespodziewanie komplet zwycięstw. A potem okazało się, że aż sześciu z tamtych siatkarzy pojechało na kończące sezon mistrzostwa świata (jako rezerwowi). Ilu z tych, którzy we wtorek wrócili z Linyi, znajdzie się w składzie na wrześniowe mistrzostwa Europy? Wydaje się, że pięciu, choć ta liczba może wzrosnąć. Ale tym razem wydaje się, że co najmniej jeden przebije się do podstawowego składu.