- Gdybym nie doznał poważnej kontuzji, to pewnie nie rozmawialibyśmy teraz o grze w 3x3. Nie miałbym takiej szansy - mówi Sport.pl Adam Waczyński, jeden z najlepszych polskich koszykarzy w XXI wieku. Były kapitan reprezentacji podpatruje syna idącego w jego ślady, ale sam ma wielki cel - igrzyska olimpijskie w Los Angeles w 2028 roku.

Hasło koszykówki 3x3 to "z ulicy na igrzyska". Dlatego miejsce rozmowy z Adamem Waczyńskim także wybraliśmy wyjątkowe. Chcieliśmy podkreślić styl ulicznej koszykówki, którą przenieśliśmy nie na igrzyska, a na salony, a konkretnie – do Opery Narodowej.

Na początku czerwca, dosłownie kilkaset metrów stąd – na Placu Defilad pod Pałacem Kultury i Nauki – odbędą się mistrzostwa świata w tej dyscyplinie. A w barwach reprezentacji Polski wystąpi były kapitan kadry w klasycznej odmianie – Adam Waczyński. Wystąpi, bo marzy o igrzyskach w Los Angeles, choć równie dobrze mógłby zakończyć już karierę po dramatycznej kontuzji. – Mecz, w którym doznałem urazu, zaczął się dla mnie niefortunnie i zszedłem z parkietu z zerowym dorobkiem punktowym. Powiedziałem sobie: "Nie no, nie mogę zakończyć kariery meczem, w którym zdobyłem okrągłe zero. Moja kariera nie może tak wyglądać". Musiałem wrócić i cieszę się, że to zrobiłem – wspomina pół żartem pół serio "Waca". W długiej rozmowie ze Sport.pl jest i żartem, i całkiem na serio.