Paweł Szelest wykopał na łące pod Warszawą rękojeść miecza, chochlę i tajemniczy przedmiot o nieznanym przeznaczeniu. Zgodnie z prawem, oddał przedmioty konserwatorowi zabytków. I słuch po nich zaginął.

Możliwe, że Paweł Szelest znalazł dowód, że to jednak my uczyliśmy Europę jeść łyżką. To trochę żart, chociaż poszukiwacz zapewnia: - To była brązowa łyżka, chochla (tzw. ligula), której najbliższe analogie i opisy rzadkich egzemplarzy odnajdujemy w muzeach w Lombardii we Włoszech. Nigdzie bliżej takiej nie ma.

Ale to nie chochla wzbudza największe emocje, tylko dziwny owalny przedmiot znaleziony wraz z nią. O nim za chwilę.

Wszystko zaczęło się równo rok temu, gdy Paweł Szelest w wolną, wakacyjną sobotę wybrał się z wykrywaczem metalu na nieużytkowane łąki pod Warszawą. W pobliżu trasa szybkiego ruchu, więc łatwo dojechać. Wyjął sprzęt i ruszył w teren. Detektor po chwili zaczął wydawać charakterystyczny, narastający pisk. Na coś trafił.

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich.