Naukowcy mijali to miejsce wiele razy. Wygląda na to, że niezwykłe znalezisko kryło się przed nimi latami.
O odkryciu pradziejowej kopalni zadecydował przypadek. Naukowcy przyjechali w rejon doliny Udorki w zupełnie innym celu. Badali paleolityczne jaskinie, wychodnie (czyli miejsca, w których podłoże skalne lub złoża minerałów ukazują się bezpośrednio na powierzchni), skały krzemionkowe.
W tym urokliwym miejscu na Jurze Krakowsko-Częstochowskiej, które zawdzięcza nazwę niewielkiej rzeczce, prawemu dopływowi Pilicy, natura wszędzie przypomina o prehistorii.
- Miejsce, które stało się naszym stanowiskiem badawczym mijaliśmy wcześniej wielokrotnie. Ukryte w lesie, nie było łatwo je dostrzec. Tamtego dnia zamiast iść korytem doliny, postanowiliśmy przejść nieco wyżej, bokiem. Badania zmierzały już wtedy ku końcowi. Na zagłębienia pierwszy zwrócił uwagę Maciej Krajcarz [specjalizujący się w geoarcheologii - przyp. red.]. Początkowo sądziliśmy, że są to wykroty po przewróconych drzewach. Nie było więc wcale oczywiste, że w tym miejscu była kopalnia. Wyobraźnię podsycał jednak fakt, że po sąsiedzku znajdował się obszar z surowcem krzemionkowym. Żeby rozwiać wątpliwości, postanowiliśmy wykopać dziurę i sprawdzić. Było warto - uśmiecha się dr Magdalena Sudoł-Procyk, archeolog z Uniwersytetu Mikołaja Kopernika w Toruniu.












