Nienawiść, "oszustwo stulecia", "gol stulecia", prowokacje na boisku i poza - w meczach Anglii z Argentyną futbol od lat lądował na dalszym planie. I teraz długo też tak było. Znów grali tak, jakby mieli rozliczyć się za Falklandy i wszystkie dziejowe niesprawiedliwości. Ale w końcu Argentyna pokazała piękniejszą twarz, wygrała 2:1 i znów awansowała do finału mundialu.

To był mecz z dwiema różnymi połowami - brzydką pierwszą i przepiękną drugą. Obiema kipiącymi od emocji. Było ich tyle, że gdy mecz się skończył, niemal wszyscy płakali - Anglicy ze smutku i złości, a u Argentyńczyków radość mieszała się z ulgą, satysfakcją i spełnieniem. Ale nawet nie sposób tych wszystkich emocji nazwać. Patrząc na Argentyńczyków, pewne jest tylko to, że wyszarpane zwycięstwo smakuje najlepiej. Szczególnie wyszarpane z rąk Anglików.

Tak to już w meczach Anglii z Argentyną jest - najpierw wszyscy przekonują, że to tylko mecz piłkarski, a później zawsze okazuje się, że to jednak kolejne boiskowe rozliczenie wojny o Falklandy z 1982 r. i festiwal zaszłości. Argentyna zawsze gra z Anglią o coś więcej niż awans. To zawsze rewanż za coś. Zaczęło się już w 1966, roku jedynego angielskiego złota zdobytego na mundialu, od wyrzucenia z boiska Antonio Rattína, który rzekomo miał obrażać niemieckiego sędziego, Rudolfa Kreitleina. Kapitan Argentyńczyków nie znał niemieckiego, sędzia z kolei nie mówił po hiszpańsku, więc Rattína nie wiedział nawet, dlaczego ma zejść z boiska. Tłumacz, który miał być na stadionie i pomagać w takich sytuacjach, gdzieś zniknął. Argentyńczyk nie schodził więc z boiska przez około dziesięć minut, domagając się wyjaśnień. Gestykulował i potestował, aż w końcu z murawy wyprowadzili go policjanci. I wtedy przysiadł na czerwonym dywanie przeznaczonym dla brytyjskiej rodziny królewskiej, czym miał ją znieważyć. Anglia wygrała tamten mecz 1:0 i awansowa do półfinału, a następnie triumfowała w całym turnieju. Argentyńczycy do dzisiaj mówią o "kradzieży stulecia" i spisku, który miał zawiązać przeciwko nim ówczesny prezes FIFA - sir Stanley Rous, Anglik oczywiście.