Kryzys w opiece nad bezdomnymi zwierzętami na Podhalu: tamtejsze gminy w tydzień muszą znaleźć domy dla ponad 270 psów z likwidowanego schroniska w Nowym Targu. Pojawiają się pierwsze kontrowersje wokół pośpiesznych adopcji, a to dopiero początek problemów: podhalańskie gminy nie mają pomysłu na opiekę nad bezdomniakami w przyszłości.

Pod Tatrami trwa wyścig z czasem. Po decyzji Powiatowego Lekarza Weterynarii o wykreśleniu z rejestru schroniska dla bezdomnych zwierząt w Nowym Targu aż 43 gminy z południa Małopolski stanęły przed bezprecedensowym wyzwaniem - w dwa tygodnie znaleźć nowe domy dla ponad 270 psów przebywających dotąd w placówce.

Od ubiegłego tygodnia na całym Podhalu trwa zmasowana akcja adopcyjna. Każdego dnia kolejne zwierzęta opuszczają schronisko i trafiają do nowych właścicieli. Jednak tam, gdzie liczy się czas, pojawiają się także pierwsze kontrowersje. Organizacje zajmujące się ochroną zwierząt alarmują, że – ich zdaniem – proces wydawania psów odbywa się zbyt szybko i bez odpowiedniej kontroli nad tym, gdzie ostatecznie trafiają zwierzęta. Jednym z przypadków, który wzbudził największe emocje, była sytuacja psa, który – według relacji społeczników – tuż po opuszczeniu schroniska trafił do nowego domu, gdzie natychmiast został przypięty na łańcuch.