Przeszedł drogę z piekła do nieba. Przypomniał, że jest tylko człowiekiem ze swoją największą bolączką, ale potem podkreślił, że częściej bywa jednak geniuszem. Lionel Messi był na krawędzi odpadnięcia z mistrzostw świata, lecz w ciągu siedmiu minut zaliczył asystę, gola i pchnął Argentynę do ćwierćfinału.

screen

Lionel Messi rozpłakał się jak dziecko. Zdjął koszulkę, otarł nią twarz i wraz z resztą wzruszonych kolegów podszedł pod trybunę argentyńskich kibiców. Przytulali go Lisandro Martinez i Nahuel Molina. Być może już żaden mecz nie wywoła w nim tak skrajnych emocji. Od zmarnowanego rzutu karnego, przez desperacką próbę odrobienia dwubramkowej straty, asystę przy golu Cristiana Romero, wyrównującego gola i końcowy gwizdek Francois Letexiera. Mecz Argentyny z Egiptem w 1/8 finału mistrzostw świata zawarł w sobie wszystko, w tym także największą słabość Messiego, o której - mimo cudownego odwrócenia wyniku z 0:2 na 3:2 - będzie mówić cały świat.

Zobacz wideo Studio mundialowe

Salah mógł pożegnać Messiego