W dramatycznym meczu z Egiptem o ćwierćfinał mundialu Leo Messi został pierwszym piłkarzem w historii, który zmarnował dwa rzuty karne na jednych mistrzostwach świata. Nawet negatywne rekordy świadczą jednak o wielkości Argentyńczyka.
Najpierw były łzy przy opadających emocjach, a potem koledzy z kadry wzięli Messiego na ramiona i podrzucali z radości. Takie obrazki zobaczyliśmy w Atlancie, gdy sędzia zakończył mecz, w którym Argentyna przegrywała z Egiptem 0:2 do 79. min. To dowód, że aktualni mistrzowie świata czują się niezniszczalni dzięki swojej 39-letniej legendzie. Jakby sama obecność Messi sprawiała, że opatrzność czuwa nad ich drużyną. W dramatycznej końcówce wbili trzy gole Egiptowi i przetrwali w mistrzostwach.
Trio argentyńskich gigantów
Wiara w moc jednostki jest w piłce argentyńskiej powszechna. Na trybuny stadionu w Atlancie kibice Albicelestes przynieśli transparent z podobiznami trzech graczy, którzy dali ich krajowi tytuły mistrzowskie. Bohaterem mundialu w 1978 roku był Mario Kempes, osiem lat później w Meksyku Diego Maradona zdobył Puchar Świata niemal w pojedynkę. Messi jest tym trzecim i być może największym. Pobił wszystkie rekordy, nawet te... negatywne. Nikt na to jednak nie zwraca uwagi, dopóki Argentyna wygrywa.







