Francisco Roig, mimo kontuzji nogi, aż wyskoczył w górę z radości, gdy Iga Świątek na początku meczu III rundy Wimbledonu zaliczyła jako pierwsza przełamanie. Potem jednak trener i sympatycy polskiej tenisistki coraz częściej łapali się za głowy. Obrończyni tytułu rozpadła się na naszych oczach. A także na oczach legendy, która niedawno ją wychwalała i w efekcie przegrała z Alexandrą Ealą 6:7, 2:6.
Fot. Toby Melville / REUTERS
Już w drugiej minucie spotkania Alexandra Eala wykonała przepraszający gest w kierunku Igi Świątek, gdy szczęśliwie zdobyła punkt. Ale potem zajmująca 32. miejsce w światowym rankingu Filipinka bezlitośnie wykorzystywała wszystkie momenty słabości rywalki. A tych w pewnym momencie zaczęło przyrastać w błyskawicznym tempie. Niestety, nie można jednak napisać, że było to całkowitym zaskoczeniem.
Zobacz wideo Chwalińska o najtrudniejszym momencie
W ostatnich miesiącach - obserwując chwiejną formę Polki - nieraz powtarzano przed kolejnymi meczami, że nie wiadomo, jaka Iga wylosuje się tym razem. Bo była liderka światowego rankingu po kilku dobrych spotkaniach, po których jej kibice nabierali nadziei na przełom, potrafiła wyjść na kort, będąc kłębkiem nerwów. Potrafiła też rozsypać się – jak ostatnio w Bad Homburg – już na samym początku. Teraz dotrwała do III rundy, która w przeszłości już dwukrotnie była w Wimbledonie jej rozczarowującym i przykrym pożegnaniem z turniejem.







