"50 tys. Szkotów, którzy wykończyli zapasy piwa w całym Bostonie, szturmują teraz Miami. I wciąż są spragnieni!" - ostrzegał lokalny portal na Florydzie. Impreza trwa, grają dudy, powiewają kilty, a zdarte gardła wciąż śpiewają: "No Scotland, no party!". W końcu pytają o polskiego bramkarza. Korespondencja z USA Dawida Szymczaka, dziennikarza Sport.pl.
- Jak jutro będziecie mieć kaca, to idźcie tutaj na śniadanie – pokazywał palcem jedną z sieciowych restauracji amerykański dziennikarz.
- Jak będziemy mieli kaca, to pójdziemy do baru – odpowiedział mu szkocki kibic, a nagranie szeroko poniosło się w mediach społecznościowych.
Przez Stany Zjednoczone przechodzi właśnie huragan szkockich kibiców, którzy sieją spustoszenie w barach, zostawiając po sobie puste beczki piwa. Media społecznościowe uginają się od filmików dokumentujących ich zabawę – w Bostonie wparowali jakimś dziewczynom na tylne siedzenia samochodu i razem jeździli po mieście; w wolnym dniu od mundialu pojechali na mecz baseballu Red Sox Boston, by całkowicie przejąć trybuny i głośno śpiewać przez cały mecz; dołączali też do ulicznych grajków ze swoimi dudami, a z amerykańskimi policjantami podbijali piłkę i przebierali ich w swoje koszulki. Kibicowsko wygrywają te mistrzostwa. Poleciałem do Miami, by poczuć to na własnej skórze.













